„Grzech” to dobra książka z tych przeciętnych. Z tych: niezłych, może być, całkiem całkiem. Ale nic ponadto.

Rzecz dzieje się w Lublinie, w którym zaczyna grasować seryjny morderca. Uprowadza i morduje kobiety pozostawiając religijne symbole. Zmęczony życiem komisarz Deryło próbuje namierzyć gagatka, ale ten pogrywa sobie z nim robiąc z niego ciuciubabkę. Zaczyna się pogoń po Lublinie za mordercą, ale kiedy tenże kieruje swoje poczynania w stronę rodziny komisarza wówczas śledztwo przestaje być li tylko rutyną.
Opowieść sama w sobie potrafi przykuć uwagę. Operuje sprawdzonymi schematami dobrego thrillera, ale coś mi zgrzytało, coś łamało rytm opowieści, odnosiłem wrażenie, że proporcje są niewyważone. To na co zwróciłem uwagę, to dwie rzeczy.

Pierwsza, to brutalność mordercy i opisywanie tortur, które zadaje ofiarom. Według mnie wygląda to jak przylepione na siłę, aby przyciągnąć czytelnika, aby nim wstrząsnąć, lecz u mnie niestety osiągnęło efekt odwrotny – odrzuciło. Nie ze względu na to, że nie mogłem przebrnąć, tylko dlatego, że nijak nie pasowało do wydźwięku opowieści. Tak jak by na siłę autor chciał przykuć uwagę czytelnika, złapać za głowę i wcisnąć w książkę. Nie było to częścią całości, naturalną konsekwencją zdarzeń, jakąś erupcją opisywanych wcześniej motywacji, nie było też zaskoczeniem, strzałem w plecy, albo zimnym kurczakiem (czarną polewką) podanym chłopakowi na przyjęciu u narzeczonej; zupełnie nie przystawało do całości. Było sztuką dla sztuki, efektem specjalnym przyćmiewającym fabułę, wywoływało efekt przerwy reklamowej w czasie oglądania filmu.

Druga rzecz to osoba męża porwanej przez mordercę kobiety, od którego zaczyna się książka. Nie mogłem rozkminić dlaczego autor poświęcił mu tyle miejsca w książce. I do teraz tego nie wiem. Facet rozkręcał na początku akcję przez swoją rozpacz, ale po co mieliśmy opisy jego przeszłości, układów w rodzinie, czy historię pożycia małżeńskiego? Ok, może to poszerzało krąg podejrzanych, w końcu historia jeszcze się będzie ciągnąć na kolejne tomy, ale mnie zaburzyło to proporcje i bardziej skierowało na efekt debiutanckiego niedogrania kompozycyjnego.

Zdaję sobie sprawę, że „Grzech” to początek trylogii, która ponoć kończy się spektakularnym twistem, i być może pewnych niuansów i zabiegów nie byłem w stanie odczytać, ale jako osobny tom powinien się lepiej bronić.

Jednym zdaniem: książkę można przeczytać, wciąga, ale po przeczytaniu wyrzuca czytelnika na brzeg bez żadnego wgniecenia w neuronach.

Lubelskie, pils, piwo z Lubelszczyzny. Piwo jasne pełne z Perły – Browary Lubelskie SA, alk. 5,6% obj.
Jedyną informacją na temat składu jest ta, że piwo zawiera słód jęczmienny, i że zawiera „wyjątkowy aromat lubelskiego chmielu”.
Ten aromat bardziej kojarzy mi się z sosem sojowym i starą ścierką, szczerze mówiąc. Nie ma tej zadziorności siarkowo jabłkowej co na przykład pils ze Zwierzyńca.
W smaku łagodne, trochę sosu sojowego, trochę słodu, goryczki, ale zero charakteru, zero.
Kiedyś lubiłem to piwo, kupowałem zawsze na upały, na działce jak znalazł. Teraz mi jakoś nie pasuje, może się trochę zmieniło z czasem, albo to mój smak się zmienił.
Cóż, piwo wodniste, bez walorów smakowych. Jedynie dobre do zaspokojenia pragnienia w gorące dni, bo mimo swojej bezbarwności nie odrzuca. Nie jest złe, jest nijakie, typowe dla przedstawiciela gatunku.

Więcej o tym na Dzikiej Bandzie.

Podziel się: