„Bastarda” przeczytałem uszami przy pomocy Audioteki. Książkę w tej formie wydała Biblioteka Akustyczna w 2014 roku. Czas odsłuchu 14 godzin, czytał Leszek Filipowicz.

Zaczyna się rasowo, w nocnych warszawskich okolicznościach, kiedy młodo emerytowany inspektor Szubert jest zmuszony bronić honoru kobiety i pokazać swoje umiejętności wyniesione z treningów krav-magi. A potem okazuje się, że ktoś mu tu zgrabnie zagrał na nosie robiąc z niego marionetkę. Po takiej przygrywce, wygodniej usadowiłem się w fotelu (samochodu) i szerzej otworzyłem mą jaźń na wrażenia z lektury.
A było ich sporo. Na początku kształtowało się to wszystko w książkę sensacyjno-szpiegowską, przechodziło przez elementy historycznego romansu, w końcu uformowało się w kryminał, który sięgał głęboko w przeszłość, jak i szeroko poza granice naszego kraju.

To wielopoziomowa opowieść, która mieści w sobie wiele wątków, opowiadana jest z różnych perspektyw, ale ich punktem wspólnym jest po pierwsze, styl i charakteryzująca go dosadność, zwięzłość, męski punkt widzenia , brutalność, ale też niewymuszony, podany niemal od niechcenia dowcip.
Czytało się tę książkę bardzo przyjemnie. Przy okazji sensacji i kryminału opowiedziany został kawałek historii Polski; powojennej menelskiej Warszawy, wielokulturowych Kresów ze starymi rodami pochodzącymi od Czyngis-chana, związanych z Polską Żydów, itp. Wszystko to podane niby mimochodem, ale bardzo rzetelnie, otacza główną historię mocną podbudową i dodaje opowieści kolorów.

A sam kryminał ciekawie ujęty, bo nie tylko z perspektywy śledztwa i głównego bohatera, ale również z punktu widzenia mordercy, którego historia opowiedziana od wczesnego dzieciństwa łączy się później ze wszystkimi wątkami śledztwa. Bohaterowie, bo oprócz Szuberta jest tu ich sporo, są równie ważni dla opowieści, są różnorodni, z krwi i kości, uwikłani w przeróżne zależności, interesy i niełatwą przeszłość. A już typy ludzkie trzecioplanowe to przedpole piekła. Wystarczy poczytać fragment jak Szubert chodzi po menelskiej kamienicy w Warszawie szukając pewnej osoby, albo kiedy trafia na imprezę nazioli, albo to co się działo w niby elitarnej szkole w Anglii.
Śledztwo przemyślane i ciekawie podane, od maleńkiej pajęczej nici po grubą marynarską linę. Świetnie się to wszystko łączy i współgra. Bardzo dobra książka. Jest to pierwsza z dwóch części cyklu o inspektorze Szubercie. Druga – „Festiwal” z 2017 roku ponoć jeszcze lepsza.

Natomiast lektor do wymiany. Dlaczego? Zapraszam po więcej do Dzikiej Bandy.

Obok książki postawiłem to piwo:
Tropical Punch to tropical double imperial pale ale z Browaru Deer Bear.
Aromat owocowo-ziołowy. Bardzo przyjemny. A w smaku świeżość i soczystość. Od groma cytrusów, ananas, mango. Ależ wchodzi to piwo. Soczyste, pełne, goryczka niewielka, odczucie gładkości spowodowane zawartością płatków owsianych. Pije się samo. Alk. 7% obj. Bardzo smaczne.

Podziel się: