To trzecia książka tego autora, po „Królu” i genialnym „Królestwie”, którą przeczytałem. Wiedziałem czego się spodziewać i to dostałem, a mianowicie: specyficzny reporterski styl typu: Gela Magnor nazywała się Gela Magnor. Kiedyś była Gelą Czoik, ale już nie jest. Wiele powtórzeń, wydawałoby się bezsensownych, ale zupełnie mnie nie irytowały, wręcz hipnotyzowały.

„Gela Czoik ma dwadzieścia lat i stoi w przyszowickim murowanym kościele obok Ernsta Magnora, i przysięga Ernstowi to, co zwykle kobiety przysięgają mężczyznom w kościołach, i Ernst też jej przysięga. Gela wychodzi z kościoła i już jest Gelą Magnor. Nie jest już Gelą Czoik. Obok niej Ernst Magnor w ciemnym garniturze. Gela Czoik jest drobna, włosy jej się kręcą, oczy ma bardzo ciemne i bardzo wielkie. Wszyscy są zachwyceni tymi oczami. Takie wielkie, piękne oczy. Oczy Geli rozszerzyło płonące Drezno. I inne rzeczy.”

Szczepan Twardoch wziął na warsztat historię Śląska na przykładzie losów rodziny i ich znajomych, których historię opisał na przestrzeni około stu lat. I mam nieodparte wrażenie, że tak naprawdę, zupełnie tu nie chodzi o historię rodzinną, czy inną. To co chciał przekazać to fakt, że wszystko co się wydarzyło, wszyscy którzy pojawili się w tej książce, ich życie, emocje, uczynki, wszystko w obliczu szerszej perspektywy z jakiegoś powodu nie miało absolutnie żadnego znaczenia.

Całość jest opowiedziana przez wszechwiedzącego narratora, którym jest nasza matka Ziemia. Nazywana tutaj tytułowym Drachem. Nazywana srogim Drachem. Drach to urwis, nicpoń, gagatek, łobuz, ladaco, tak mama wołała na swojego nieswornego syna. Ziemia nazwana srogim Drachem każe nam tę jej srogość traktować osobiście; jej stosunek do nas jest pokazany niczym stosunek małego chłopca do żywego motyla lub muchy, którym dla zabawy wyrywa skrzydła. Taka czynność dzieciaka nie jest złośliwa, czy kierowana okrucieństwem, raczej jest nieświadomością okrucieństwa, bardziej ciekawością co się stanie. Podobnie zachowują się androidy w „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?” Philipa K. Dicka wyrywając pająkowi nogi i sprawdzając czy sobie poradzi i w ogóle co się stanie. 
Takim mało świadomym dzieckiem „okrutnym” dla otoczenia swoim samym istnieniem jest ziemia, świat w którym żyjemy.

„Drach” to książka smutna i bezwzględna. Człowiek jest tutaj tylko inteligentnym zwierzęciem, który bardziej kieruje się instynktami niż inteligencją. Rozum nie tyle mu służy, co raczej przeszkadza. Jeżeli wyciągamy wnioski na przyszłość, to zaraz je tłumimy, zapominamy. Tkwimy w tym samym czasie błędów i wypaczeń. Okoliczności się zmieniają, rzeczywistość się zmienia, lecz ludzie się nie zmieniają. Cały czas potrafimy być okrutni dla siebie, wymyślamy świat pod siebie, ciągnąc go w każdym kierunku. Życie każdego z nas to osobny wszechświat, ale dla Dracha, to tylko dym, popiół, nic. Zwykły człowiek zostaje po śmierci zapomniany przez innych bardzo szybko. Każdy czuje się ważny i istotny, ale za sto lat nikt nie będzie o nas pamiętał.

Nieważne, napijmy się.
Crazy Charlotte – DDH DIPA apple pie z Browaru Nepomucen. Oprócz tradycyjnych składników zawiera jabłka i cynamon. Pachnie tym cynamonem nieziemsko. Czuć jeszcze chmiel, ale cynamon robi robotę. Dochodzą jabłka. I jest szarlotka z kruszonką. Jak bym wąchał ciasto. W smaku już jest bardziej piwnie, bo chmiel dodaje lekkiej goryczki, co pięknie się komponuje z jabłkami i cynamonem. Trochę kwaśnego jabłka, ale piwo słodkie z niewielką goryczką. Pomysł zacny, wykonanie zacne. Fajne piwko. Dobrze, że to 0,33l, bo na połówkę to ciężki kaliber, alk. 7,3% obj.

Całości wrażeń proszę szukać na Dzikiej Bandzie.

Podziel się: