Richard Stark to właściwie Donald Edwin Westlake, który chyba najbardziej zasłynął jako twórca gangstera o nazwisku Parker. Powstało 24 powieści z tym bohaterem, z czego TYLKO JEDNA ukazała się w Polsce. Była nią „Godzina zemsty” (tytuły oryginalne: Point Blank!/The Hunter/Payback), pierwsza z przygód Parkera. Powieść wydana na fali nośnej powstałego filmu o tym samym tytule z Melem Gibsonem przez Świat Książki w 1999 roku w tłumaczeniu Pawła Korombela. Gdyby nie to, chyba do tej pory Richard Stark wypełniałby głębię hańby polskiego kryminalnego rynku wydawniczego, który do tej pory nie uwzględnił takich twórców jak chociażby Chester Himes lub Edward Bunker.

Richard Stark „Godzinę zemsty” napisał w 1962 roku. Powołał do życia Parkera, gangstera – złodzieja i zabójcę, który chadza własnymi drogami.

Teraz tak już się nie pisze, nie ma takich bohaterów, „papierosy nie są tak smaczne, a wódka taka zimna i pożywna”. Jest to literatura dosadna, brutalna, nie przejmująca się stereotypami, uprzedzeniami czy poprawnością obyczajową lub polityczną. Nie oszczędza nikogo, pisana zwięźle i precyzyjnie. Jeżeli bohatera spowija mrok i ma chwilę refleksji na ten temat, to nie rozciąga jej na kolejne rozdziały, tylko mówi „kurwa”, przykłada zimny rewolwer do gorącego czoła i zaczyna działać.
Kamień milowy w kryminale, mający do dzisiaj niebagatelny wpływ na popkulturę.

Warto wspomnieć, że książka ta została przeniesiona na ekran trzy razy, a dodatkowo na podstawie przygód Parkera powstała seria komiksów, która cieszy się nie mniejszym powodzeniem niż książka.

Piwo Destruktor nazwą bardzo pasuje do pana Parkera, więc postawmy ich razem, zobaczymy jak zagrają. To piwo to barley wine z Browaru Zakładowego. Ekstrakt 24% wag., alk. 10% obj. Piję je miesiąc po terminie przydatności do spożycia.
Ciemny bursztyn z kremową pianą, która okupuje ścianki kieliszka. Pachnie karmelem, pieczonym jabłkiem, cynamonem i cukierkami kukułka. Piękny złożony zapach. W smaku podobnie jak w zapachu, do tego potężna goryczka, ale i potężna słodowość syropu od kaszlu pomieszanego z karmelem. Poza tym daktyle, może też i figi, skórka razowego chleba i rodzynki.
Wszystko to gra jak naoliwiona giwera Parkera. Piwo ułożone jak kocięta przy cycku. Alkoholu zupełnie nie czuć, zasnął podczas leżakowania jak przedszkolak i już się nie wybudził. Ależ to się pije. Życzę Państwu takich wrażeń.

O książce już było na Czarny kryminał, ale z piwem wylądowała na Dzikiej Bandzie i tam można na dłużej zagłębić się w lekturze.

Podziel się: