Wydawnictwo Non Stop Comics, 2018, tłum. Paulina Braiter.

No i to się nazywa zwieńczenie opowieści. Zakończenie godne Eda Brubakera. Czwarty tom kończy cykl „Zabij albo zgiń” w sposób zaskakujący, tak jak mogliśmy się spodziewać, hehe. Cała opowieść obfitowała w narracyjne zakręty i zwroty, więc nie jest niczym nieoczekiwanym, że dostaliśmy to, co dostaliśmy. A to z kolei oznacza, że całość trzyma naprawdę wysoki poziom.

Wszystko w tym komiksie to trochę taka gra konwencją z czytelnikiem.  Kiedy na początku już wszystko zmierza do tego, że dostaniemy kolejnego super bohatera, autorzy w pewnym momencie śmieją się nam w nos sprowadzając na ziemię, a kiedy przyjęliśmy ten żart na klatę, okazuje się, że dalej drą z nas łacha. Przez całą opowieść nie jesteśmy niczego pewni. Układ czasowy opowieści jest poszatkowany, a narrator – Dylan – kręci czytelnikiem trzymając w napięciu; przy tym jego narracja jest przekomarzaniem się z czytającym, zwracaniem się do niego, zadawaniem mu retorycznych pytań. Sam koniec opowieści to wisienka na torcie tej gry.

Świetna przygoda. Piękne rysunki. Jestem usatysfakcjonowany.

Art Brut – india pale ale z Browaru Birbant.
Pachnie chmielowo i cytrynowo. W smaku goryczka niewielka, ale cytrusowo na maksa w kierunku kwaśnej pomarańczy. Alkohol niewyczuwalny, piwo rześkie, ale mimo wszystko obciąża język swoją treściwością. Bardzo dobre.

A dlaczego, na przykład, demon na etykiecie, a na książce nie? A o to spytają Państwo Dziką Bandę, tam też więcej na temat komiksu.

Podziel się: