To debiut powieściowy tego pisarza, którego popełnił w 1947 roku. Stworzył w nim prywatnego detektywa Mike’a Hammera. Nazwisko adekwatne do charakterystyki postaci. Hammer to mega twardziel, nawet jak na czarny kryminał. Najpierw wali po pysku, potem zadaje pytania. Nie rzuca słów na wiatr. Facet jest tak twardy, że nawet odmawia seksu napalonym nimfomankom, które przesłuchuje. Co prawda potem w nocy nie może spać, ale i tak szacun. Mało tego, facet nawet nie założy fartucha kuchennego do zmywania naczyń.

Zaproponowałem, żebyśmy pozmywali i Charlotte podała mi fartuch. Bardzo grzecznie odwiesiłem go na oparcie krzesła. Stanowczo nie pasowałby do mojej gęby. Gdyby wpadł tu nagle ktoś, kogo znam, i zastał mnie w takim osprzęcie, spędziłbym resztę życia na zacieraniu tego wspomnienia.

Mistrzostwo. Mike Hammer to dla wielbicieli gatunku postać obowiązkowa do przyswojenia. Nie ma przeproś. Tylko żal, że tak mało książek o nim wyszło na polskim rynku. W 2008 roku zaświeciło na moment światełko w tunelu, bo niniejsza pozycja (super okładka!) ukazała się jako pierwszy tom serii książek Mickeya Spillane. Wydawnictwo EMG na tylnej części okładki zapowiadało kolejne tomy: Wydawnictwo EMG proponuje serię w tłumaczeniu znakomitych polskich poetów. „Ja jestem sądem” przełożyli Tomasz Kunz i Marcin Baran. Następny tom, „My Gun Is Quick”, ukaże się jesienią w przekładzie Tomasz Kunza i Marcina Sendeckiego. Książka na grzbiecie była zaopatrzona jedynką, ale z dalszymi częściami nic nie wyszło. Minęło 11 lat i cisza. Szkoda, bo ubożsi jesteśmy o świetną gatunkową literaturę.

Grand Imperial Porter to porter bałtycki z Browaru Amber. Całkiem przyzwoite piwo, ale bez fajerwerków. Po więcej na temat książki i piwa odsyłam tradycyjnie na Dziką Bandę.

Podziel się: