Przyzwyczailiśmy się, że czarny kryminał to, z grubsza, prywatny detektyw szarpany złem tego świata, utwardzający się często mocnym alkoholem, albo ktoś inny, ale zawsze noszący w sobie, przynajmniej na dnie, jakieś pokłady zasad, lub wrodzonej empatii. W tej książce bohaterem jest ktoś inny; Lou Ford, zastępca szeryfa w niedużym mieście Central City w Teksasie, lubiany i szanowany człowiek, socjopata i morderca. Jeszcze bardziej intrygująco robi się, kiedy zauważamy, że narracja jest pierwszoosobowa i cała historia opowiadana jest z perspektywy Forda.

Ta książka jest jednym z kamieni milowych czarnego kryminału, a już klasyką kryminału na pewno. Nieprawdopodobna jest jej moc. Napisana po amerykańsku, surowo, jak by szkoda było oddechu na zbędne słowa, bo teksański wiatr zbyt dużo piasku w zęby nawiewa. Nie ma tłumaczeń i rozważań. Jest: zrobiłem tak, bo zrobiłem, kropka, huk ci do tego, idę teraz na ganek zdrzemnąć się pod kapeluszem z nogami na barierce.

Piwo Szeryf z Browaru Gościszewo to typowy india pale ale. Całkiem dobre piwo. Przypomina mi Atak Chmielu z Pinty, a to dobrze świadczy.

Jak kto pragnie więcej, to sru na Dziką Bandę.

Podziel się: