Trzecia, ostatnia część trylogii z Markiem Benerem. Napięcie rośnie z książki na książkę, a w tej ostatniej części osiąga poziom niebotyczny. Robert Małecki robi z czytającym co chce. Urywa w kulminacyjnych momentach, sugeruje, naprowadza, a kiedy czytelnik już uśmiecha się pod nosem, że oto odgadł całą intrygę okazuje się, że zupełnie co innego z tekstu wynika, niż można było oczekiwać. No mistrz, po prostu. Wrzucony granat okazuje się atrapą, ale i tak już posraliśmy się ze strachu, jednak wybuch następuje, tylko że w innym ważnym miejscu, do którego już biegniemy zziajani w tych obsranych gaciach. Jasny gwint. Nie można się oderwać od czytania.

Baribal z toruńskiego browaru Deer Bear. Musiał być tutaj ten Browar, bo Toruń rządzi. Piwo z papryczkami habanero. Ostre jak spojrzenie teściowej. Takiego jeszcze nie piłem. Ale dobre.
Po więcej trzeba kliknąć na Dziką Bandę.

Podziel się: