„– Piwo i setkę poproszę – powiedziałem, siadając przy barze.

– Jakie piwo?

– Może być perła.

– Jedyną perłą jestem tu ja.”

Całość, mimo iż na pierwszy rzut oka może sprawiać przygnębiające wrażenie – no bo szary Tarnobrzeg, okrutne morderstwo, detektyw Kuba Rau niemal cały czas na bani, albo na kacu – jest pisana bardzo na luzie i z polotem. To już nie jest spinka debiutu „Zła waluta”. Widać, że pióro polubiło Ewelinę Dydę i z łatwością daje sobą popasać tu i ówdzie. Więc i książka czyta się niemal sama. Dużo humoru, dużo fajnych porównań i metafor, ciętych dialogów. Łapałem się na tym, że czytam z przyklejonym do twarzy bananem.

To piwo z Browaru Pinta stworzone dla naszego detektywa. Cały czas musiał leczyć kaca klinem. A zamiast kolacji też wystarczyła butelka w garści. Albo i dwie. Pierwsza Pomoc dla niego jak znalazł.

Dużo więcej o książce i piwie do znalezienia na Dzikiej Bandzie.

 

Podziel się: