Remigiusz Mróz jako autor poczytnych kryminałów od jakiegoś czasu mnie bardzo intryguje ze względu na nietuzinkową ilość wydawanych książek oraz ogromną ilość oddanych fanów. Do tej pory nie miałem okazji poznać niczego co napisał. Teraz jest ten pierwszy raz. Trafiło na „Kasację”.

Na Warszawskich Targach Książki Anno Domini 2017, przy zakupie „Zakładnika” i „Najgorsze dopiero nadejdzie”, dostałem od Czwartej Strony darmowy kod na pobranie z Audioteki „Kasacji” w formie audiobooka w wykonaniu Krzysztofa Gosztyły. Krzysztof Gosztyła jako lektor sprawdził się w roli narratora w „Lśnieniu” Stephena Kinga wydanego jako superprodukcja również przez Audiotekę (moja opinia na temat „Lśnienia” w tym wydaniu jest na blogu), dlatego myśl o słuchaniu „Kasacji” nie napełniała mnie obawą o wykonanie. Tym bardziej chciałem w końcu wiedzieć o co chodzi z tym Mrozem.

Pewnie wszyscy to wiedzą, ale w „Kasacji” rzecz dzieje się w kancelarii adwokackiej gdzie pracuje Joanna Chyłka – „stara” prawnicza wyjadaczka o niewyparzonej gębie i dominującej osobowości – oraz  nowy w kancelarii aplikant Kordian Oryński zwany Zordonem – potulny w stosunku do Chyłki, ale niezbyt się jej bojący, trochę pierdoła, ale z głową kiedy zajdzie potrzeba. Łączy ich zależność zawodowa. Chyłka jest jego patronką. Mają bronić syna pewnego biznesmena, który za brutalne morderstwo dwóch osób ma być skazany na dożywocie. Sprawa wydaje się jasna i przesądzona, ale duet adwokacki ma pewne przeczucia, że wina oskarżonego wcale nie musi być taka oczywista…

Powiem tak, słuchało mi się całkiem przyjemnie. Abstrahując od tego, że Krzysztof Gosztyła to mistrz w swoich fachu, to książka da się słuchać, gdyż napisana jest lekkim językiem, postacie poprowadzone są w miarę sprawnie, akcja rozwija się zaskakująco i zawsze kiedy wracałem do słuchania to zwykle, po ludzku byłem bardzo ciekaw co tam się dzieje u Chyłki i Zordona.

Ale to chyba tyle ogólnych plusów ode mnie, bo szczegóły leżą. Za cholerę nie mogłem się wczuć w jakąkolwiek postać i wejść w opisywany świat. Nie uwierzyłem Autorowi. Czytałem (słuchałem), ale będąc z boku. Opowieść mnie nie wciągnęła do środka, żebym zapomniał o bożym świecie i przeżywał na sobie wyczyny bohaterów. Siedziałem z boku, owszem – zaciekawiony, ale tyle rzeczy mi przeszkadzało, że to zaciekawienie było czysto techniczne (jak on to rozwiąże? co z robi z tym i tym?) i podszyte coraz większym sceptycyzmem. Motywacje bohaterów nie do końca mnie przekonywały. Chyłka wyrazista, ale częściej mnie irytowała tam gdzie miała śmieszyć. Zordon zaraz wraca po niemal śmiertelnym  pobiciu do pracy – no dobra. Akcja sprawna, ale kompletnie nierealna. Pełno naciąganych wątków i niedociągnięć fabularnych (np. nie dowiedziałem się co w końcu zawierał ten wyrok znaleziony przez Zordona, który był podstawą wniesienia kasacji). Na końcu otrzymujemy zwrot akcji, w który już zupełnie nie uwierzyłem. Literacko był to chwyt spektakularny, ale i tani. Ja go nie kupiłem. Za bardzo się błyszczał. Podrapałem błyszczyk, a pod spodem znalazłem odpustowy plastik.

Te kryminały, które kupiłem na WTK na stoisku Czwartej Strony, czyli „Zakładnik” Przemysława Borkowskiego i „Najgorsze dopiero nadejdzie” Roberta Małeckiego były o wiele lepsze niż „Kasacja”.

Niemniej zdaję sobie sprawę, że „Kasacja” daje się lubić. Lektura z tych szybkich i przyjemnych. Takie też są potrzebne i takie też da się czytać. Były momenty, które gdybym miał  w papierze zacytowałbym śmiało, bo wcale nie były głupie. Pan Mróz ma sprawną rękę i to co napisze gładko i luźno wchodzi w głowę. U mnie, niestety, zadziałało to nieco papkowato. Jak coś wchodzi za luźno, to zwykle nie smakuje.

Za to piwo pierwszego sortu. Z mojego ulubionego chełmskiego browaru Piwne Podziemie. Biorę w ciemno wszystko co uwarzą. Piwo „Take It Easy” w stylu Blond Ale Citra nie odstaje od normy tego browaru. Pychota.

 

Podziel się: