Pierwszy raz w życiu słuchałem tego rodzaju audiobooka, czyli tego z kategorii superprodukcji; z podziałem na role i z efektami dźwiękowymi. „Ojciec Chrzestny”, którego słuchałem niedawno nie miał dźwięków w tle. Cóż mogę powiedzieć? Z lekturą „Lśnienia” nosiłem się od dłuższego czasu i nie mogłem się zabrać. Ale odkąd dowiedziałem się o tym audiobooku wiedziałem, że stanie się to szybko.

Do tej pory mało Kinga czytałem. Było jedynie „Miasteczko Salem” i „Misery”. Wspominam te książki jako fajne, ale trochę takie płaskie, lekko pod publikę, trochę naciągane pod akcję, i tak Kinga kojarzyłem. Natomiast tutaj Autor zaskoczył mnie głębią, w którą im dalej, tym mroczniej. Nie nużyły mnie żadne fragmenty, nawet jeżeli akcja lekko siadała, gdy rodzinka Torrance’ów zagłębiała się we wspomnienia. Mimo wszystko miało to swą moc, bo robiło tło całości.

Chyba każdy widział film, ja także, więc z grubsza wiedziałem co mnie czeka, chociaż oglądałem dawno. Ale jednak książka to książka i takiej wiwisekcji mózgu jak King zrobił swoim bohaterom to i Kubrick nie potrafi. Zresztą co tu dużo gadać, forma filmowa nie pomieści tyle co książka.

A to dodatkowo taki inny wymiar książki. Spotęgowany. „Lśnienie” jest tak zrobione, że zapominałem o bożym świecie i trudno było przerwać słuchanie, tyle się tam działo. Nie zapomnę tej chwili, kiedy narrator (świetny Krzysztof Goszczyła) czyta fragment, w którym Danny widząc w wannie trupa starej kobiety ucieka i nie mogąc otworzyć drzwi na zewnątrz wie, że ta kobieta wstaje i zbliża się do niego, a tymczasem w słuchawkach słychać coraz wyraźniejsze kłapanie mokrych, oślizłych stóp po podłodze…

lsnienie-duze

Aktorzy rewelacyjni, ale największe wrażenie wywarł na mnie Adam Woronowicz jako Jack Torrance oraz Bernard Lewandowski jako jego syn – Danny Torrance. Adam Woronowicz był ostatnim aktorem, z którym kojarzyłbym rolę Jacka Torrance’a. Jego cichutki, łagodny głos nie pasował mi do horroru. Jednak ten facet to jest klasa. Z kochającego męża i ojca zmieniał się bez problemu w szaleńca. No i Bernard Lewandowski. Myślałem, skądś znam jego głos. „Gdzie jest Nemo?”! Tak! On tam podkładał głos pod rybkę Nemo. Ale się zreflektowałem, ze to 14 lat temu było. No i słusznie, bo Nemo dubbingował Kajetan Lewandowski, chyba jego starszy brat, bo głosy mają identyczne. W każdym razie Bernard to prawdziwy talent.

Książka rewelacyjna, realizacja audiobooka wybitna. Czytelnicza uczta.

Kto chce przeczytać prawdziwie rzetelną opinię tego audiobooka, a nie jakieś luźne nieposkładane myśli o nim, zapraszam tutaj: Redaktor na Tropie. Polecam, bo Paulina Stoparek to zupełnie inna liga blogerów książkowych.

„Redrum, redrum” – myślałem, cholera, co to za redrum, czerwony pokój? rodzaj rumu?  Potem do mnie dotarło, hehe. Rumu nie mam, ale trafiło się wybitne piwo z Browaru Raduga – passion fruit wheat o nazwie Trapeze. Piwo pszeniczne z dodatkiem soku z marakui. Dużo marakui. Dużo dobrego.

Podziel się: