Pisałem już wcześniej na FB wyrywkowo o tych dwóch tomach „Zamojszczyzny” Zygmunta Klukowskiego, jednak warte są one, aby mówić o nich często. I skoro zdecydowałem się na pisanie o książkach na blogu, nie mogło zabraknąć tutaj dla nich miejsca.

Tych rzeczy spisanych w niniejszym dwutomowym zbiorze nie znajdziemy w podręcznikach historii. Są tam sprawy ludzi pomniejszych w miejscach mniej istotnych. Ale dzięki temu ta książka po prostu przenosi w czasie. Przenosi do małego Szczebrzeszyna, miasteczka na Zamojszczyźnie; gdzie okupacja niemiecka wyglądała zupełnie inaczej niż ta, którą znamy z Warszawy i innych większych miast; gdzie okupacja niemiecka pokazała swój najohydniejszy obraz w całej Europie:

– obóz zagłady Żydów w Bełżcu,

–  masowa pacyfikacja zamojskich wsi (pacyfikacja – ładne słowo, ale za tym wiąże się wymordowanie wszystkich mieszkańców i zrównanie wsi z ziemią. Przykład: wieś Sochy),

– wysiedlanie mieszkańców zamojskich wsi i osiedlanie w zamian niemieckich rolników,

– wywożenie pełnych towarowych pociągów dzieci do Niemiec (Dzieci Zamojszczyzny),

– bandy UPA.

A w tym wszystkim niezwykle mądry człowiek – Zygmunt Klukowski – dyrektor szpitala w Szczebrzeszynie, który potajemnie dzień po dniu spisywał swoje spostrzeżenia. Bezcenne są te jego zapiski.

Oprócz okupacji niemieckiej opisywane są lata wcześniejsze. Jak żyło się na Zamojszczyźnie, jakie panowały stosunki społeczne, co oznaczała w tamtejszych czasach różnokulturowość: Polacy – Żydzi – Ukraińcy. Przy okazji można sobie zrewidować swoje poglądy, co do „polskiej gościnności” w stosunku do powyższych: przedwojenne przymuszanie represjami do zmiany wyznania prawosławnego na katolicyzm, wyburzanie cerkwii, bojkot żydowkich sklepów, traktowanie ich w urzędach, nieukrywana radość większości polskiego społeczeństwa z zagłady Żydów, a nawet w niej czynne uczestnictwo. Jednak nie tylko jedna strona jest oświetlona. Pokazana jest na przykład radość Żydów z wejscia wojsk sowieckich we wrześniu 1939 roku, jak również przykłady pomocy Żydom podczas okupacji, których udzielali Polacy. To są relacje z pierwszej ręki, spisywane, można powiedzieć, on-line.

Również można poszerzyć swoje poglądy odnośnie partyzantów i żołnierzy wyklętych. I oprócz dumy odczuwanej z ich bohaterskiej postawy, odczuwamy też często wstyd i hańbę, ponieważ za przykrywką partyzanta nierzadko ukrywali się zwykli zwyrodnialcy.
Dotknięcie historii, po którym ciężko się otrząsnąć. Po prostu zawrót głowy. Polecam każdemu, a zwłaszcza ludziom z Zamojszczyzny (jak ja).

Smutne były powojenne dzieje Zygmunta Klukowskiego. Za współpracę z AK dwa razy był w więzieniu; rok w Lublinie, a później skazany na 10 lat, z czego dwa lata odsiedział we Wronkach. Jego syn Tadeusz Klukowski za powojenną konspirację dostał w 1953 roku karę śmierci i UB go rozstrzelało. Zygmunt Klukowski do końca życia (1959) nie dostał żadnych wiadomości o synu. Do dzisiaj nie wiadomo gdzie został pochowany.
Zapiski Klukowskiego obejmujące okres powojenny, czyli po 1944 roku, zostały ujawnione dopiero po 1991 roku, kiedy jego pierwszy syn z pierwszego małżeństwa – Jerzy Klukowski – przyjechał ze Stanów i dał ogłoszenie do gazet że ich poszukuje. Wiedział, że jego ojciec powierzył je zaufanej osobie. Udało mu się je pozyskać. Lecz niedługo się nimi cieszył; kilka dni później odwiedzając Kraków zmarł tam na atak serca.
Wydawnictwo Ośrodek Karta, wydając „Zamojszczyznę”, odnalazło wnuka Zygmunta – Andrew Klukowskiego – aż w Tajlandii i pozyskało do niniejszego wydawnictwa owe zapiski.
Jest moc w tych dwóch tomach „Zamojszczyzny”. Jest moc i magia.

Karta również wydała tę książkę w formie e-booka. Jest on jak najbardziej możliwy do zakupu.

e book

Natomiast nie można tego powiedzieć o wydaniu papierowym. W internetowej księgarni Karty dostępny jest tylko drugi tom, żeby kupić całość pozostają antykwariaty.

Cieszę się, że przeczytałem tę książkę i że w ogóle na nią trafiłem. Dzięki Zygmuntowi Klukowskiemu przeniosłem się w czasie. A był to czas ogromnej próby. Klukowski w obliczu potworności wojny i tego co działo się po wojnie był moim sumieniem.

Jest to lektura, w obliczu której raczenie się piwem i cmokanie ze smaku po prostu nie uchodzi. Jednak mogę się usprawiedliwić, że przed czytaniem tej książki zrobiłem to zdjęcie i wypiłem to piwo. Poza tym piwo jest z Zamościa z Browaru Zamość, tak więc w jakiś sposób również stanowi o lokalności tego okrutnie doświadczonego zakątka ziemi.

15936587_699868716855883_3897778739390827144_o

 

Podziel się: