Jestem pod ogromnym wrażeniem. Trzecia część „Trylogii grobiańskiej” jest najlepsza z tego cyklu. Od samego początku do samej końcowej literki trzyma wysoki poziom.

Temat z jakim zmierzył się Krzysztof A. Zajas nie jest łatwy. Chodzi o morderstwa księży, którzy podejrzewani są o pedofilię. Wystarczyłoby gdyby Autor skupił się tylko na samej zagadce kryminalnej, a już wyszedłby dobry, surowy kryminał. Jednak pan Zajas przyzwyczaił nas z poprzednich części, że płasko nie będzie. Wchodzimy głęboko w temat. Oprócz śledztwa zanurzamy się w struktury kościelne i możemy sprawę badać od wewnątrz, to znaczy obserwować jak do tematu pedofilii księży odnosi się szeroko rozumiane duchowieństwo kościelne. Oprócz starych bohaterów cyklu, czyli Andrzeja Krzyckiego i Lucjana Bałysia na pierwszy plan wysuwa się ksiądz Adam Waksmund, pojawiający się już przez parę wątków w drugiej części, jako mało sympatyczny typ. I właśnie dzięki niemu, a raczej dzięki temu, że został oddelegowany przez Kościół do zbadania tego tematu, sprawa pokazana jest naprawdę z sensem. Ksiądz Adam został niemal na siłę przydzielony jako partner Krzyckiego do śledztwa w sprawie zamordowanych księży. Krzycki jako ateista broni się przed tym jak diabeł przed święconą wodą, ale jego zwierzchnicy naciskani przez wyższych, albo jeszcze wyższych zwierzchników są nieubłagani. Tylko jak prowadzić śledztwo, kiedy motyw morderstw, powoli trafiający do umysłu Krzyckiego, niepokoi NAJWYŻSZYCH zwierzchników i próbują za wszelką cenę zatuszować niewygodną prawdę?

Trudny temat, ale poprowadzony przez Zajasa po mistrzowsku. Lecz nie tylko na tym akcja się skupia. Oprócz tego pojawia się wiele również pasjonujących wątków dotyczących; Lucka Bałysia i jego osobnego śledztwa prowadzącego w parze z piękną sierżant Rodriguez; ojca Krzyckiego; i Doroty Rachwalskiej. Dzieje się w tej książce naprawdę wiele i opisane jest to wszystko rewelacyjnie. Główne postaci to moi starzy znajomi, a przyjacielskie dialogi między nimi, to boki zrywać.

Jak sam Autor podkreśla, książki mają być do czytania, a ja właśnie miałem podczas czytania tej książki super przygodę. Trafił do mnie z humorem, zgrozą i refleksją.

A teraz na koniec opowiem od początku do końca jak to było z żurawinówką roztoczańską, którą popija ksiądz Adam.

P1300656

Otóż w 2015 r. byłem świeżo po lekturze „Ludzi w nienawiści”, kiedy zobaczyłem, że Autor będzie gościł na ówczesnych Warszawskich Targach Książki. Pomyślałem sobie, że to będzie świetna okazja, aby nabyć nowo wydaną część „Trylogii grobiańskiej” – „Mroczny krąg” i uzyskać w niej dedykację od Pisarza. Podekscytowany niedawną lekturą jednocześnie pomyślałem, że z chęcią bym mu przywiózł jakiś lokalny podarek z Roztocza. Uznałem, że żurawinówka mojego teścia byłaby w sam raz.

Pan Krzysztof Zajas niedużą piersiówkę nalewki przyjął z wdzięcznością, co mnie bardzo uradowało, i dodatkowo powiedział, że w podzięce w trzeciej części trylogii wplecie ją w zapisywane karty. A że ma sentyment do Biłgoraja, to tym bardziej będzie rad.

Rok później, również na WTK w 2016 roku, spotkaliśmy się w identycznej sytuacji. Ja kupowałem świeżo wydaną „Z otchłani”, prosiłem o dedykację i oczywiście miałem dla Autora butelczynę rubinowego specjału. Pisarz się ucieszył i zobowiązał mnie do jak najszybszej lektury kupionej książki, gdyż roztoczańska żurawinówka z Biłgoraja gra tam główną rolę. No i faktycznie tak jest. Ksiądz Adami niemal nie rozstaje się z butelką żurawinówki. Wiemy, że dostaje ją regularnie od kuzyna spod Biłgoraja. A na końcu powieści dodatkową niespodzianką jest to, że pojawia się postać pani bibliotekarki z Biłgoraja.

Niesamowite przeżycie. Pierwszy fragment w książce, w którym padają te słowa: żurawinówka roztoczańska spod Biłgoraja, ścisnął me serce wzruszeniem.

Pięknie. Dawno nie miałem takiej radochy z czytania, zwłaszcza, że i moja persona pojawiła się w podziękowaniach odautorskich na ostatniej stronie książki. Ja też dziękuje Panu Krzysztofowi, bo nigdy mi się nawet nie śniło, że będę miał kiedykolwiek chociaż mały udział przy powstawaniu książki.

Trzecią część trylogii rozpocząłem z piwem „Tripadelic” – american tripel z browaru Trzech Kumpli – Browar Lotny i z Browaru Piwne Podziemie. I to był bardzo dobry wybór. Te dwa browary to moje ulubione. Jeszcze żadne ich piwo mnie nie rozczarowało. A że Piwne Podziemie jest z Chełma, czyli w sumie niedaleko, to nic tylko się cieszyć, ze Lubelskie dobrym piwem stoi.

Podziel się: