750 stron kryminalnej intrygi to nie w kij dmuchał. Skończyły się czasy kiedy kryminał był tylko zagadką. Teraz ponadto najczęściej jest on pretekstem do opowiedzenia fascynującej wielowątkowej historii. A kiedy autora już całkiem poniesie, to wychodzą niezłe cegły. Ale mi to nie przeszkadza. A wręcz przeciwnie.

Drugi tom „Trylogii grobiańskiej” jest o wiele bardziej rozbudowany niż pierwszy. Dalej wszystko kręci się (mrocznie) wokół miasteczka Grobiany. W dziwnych okolicznościach giną ludzie, którzy swoim nonszalanckim zachowaniem za kierownicą spowodowali śmierć innych użytkowników podkrakowskich szos. Historia lubi się zatem powtarzać. Pół roku wcześniej policja ścigała tajemniczego Mściciela, a teraz Mściciel na nowo jakoby powstał z grobu.

Oczywiście zadaniem wyjaśnienia tajemniczych zgonów obarczony zostaje komisarz Andrzej Krzycki, który po przejściach z pierwszego tomu trylogii zaliczył kilkumiesięczne odtruwanie organizmu z alkoholu w krakowskim psychiatryku. Prawie wszędzie towarzyszy mu aspirant Lucek Bałyś. I to jest duet, który jest największą siłą tej książki. Powiem więcej. To jest duet, który swoją wyrazistością nie znajduje równych w polskiej literaturze kryminalnej. Pogłębienie postaci, ich relacje ze sobą, a zwłaszcza dialogi. Nie ma siary, jest moc.

Wydarzenia grobiańskie są główną osnową tej książki, wokół których dzieje się naprawdę wiele innych. Wątki sensacyjno-kryminalne poprzeplatane są z wątkami obyczajowymi, ale jest to tak umiejętnie zrobione, że opowieść nie traci tępa. Krzysztof A. Zajas opowiada historię poprzez pryzmat różnych osób. Raz jest to perspektywa policjanta, raz bandyty z jego chorymi motywami, innym razem ciemiężonej przez męża żony. W „Ludziach w nienawiści” posunął się nawet do tego, że opowiadając historię poprzez Mściciela zdradzał czytelnikowi od razu „kto zabił”. Tutaj jednak tego już nie ma. Aż do samego końca książki czytelnik nie ma co do tego pewności.

Tak jak po przeczytaniu poprzedniej części trylogii, tak i teraz Krzysztof Zajas łączy dwa różne ze sobą światy. Jeden jest magiczny, trudny do wyjaśnienia, przyjmowany jako coś zdumiewającego, a drugi ten brutalny, codzienny, realny aż do bólu. W pierwszym przypadku tak jest na przykład z sokołem, który już w pierwszej części się pojawiał, niedopowiedzianym wydostaniem się z wyspy Izy Karwackiej oraz ze spotkaną staruszką przez Dorotę Rachwalską, a również i przez Krzyckiego, totalny odjazd. A z drugiej strony Andrzej Krzycki nie jest pokazany jako heros; ma cholerne problemy ze sobą, nie dosyć, że jest alkoholikiem, to jeszcze ma chroniczne napady migreny. W akcjach, w których uczestniczy razem z Luckiem zdarza im się dostać po mordzie i nie tylko, a zebrane siniaki nie znikają magicznie na drugi dzień. To przeplatanie się dwóch światów to ciekawy zabieg, zastosowany bez kompleksów, bardzo intrygujący.

Książka jest napisana świetnie. Niedokończone wątki z pierwszej części są rozwiązane. Pootwierane zostały furtki do kolejnych. Cały czas towarzyszyła mi frajda podczas czytania. Dałem się porwać. Czołówka polskiej literatury kryminalnej.

A te zdjęcia pochodzą z Warszawskich Targów Książki z 2015 roku, kiedy to Pan Krzysztof Zajas napisał parę słów na czytanym egzemplarzu. Było mi bardzo przyjemnie, zwłaszcza że ucieszył się z podarowanej mu roztoczańskiej żurawinówki domowej roboty mojego nieocenionego teścia. Powiedział, że jak będzie dobra to umieści ją w kolejnej części Trylogii grobiańskiej. Już niebawem będę miał okazję to sprawdzić.

 

Piwo Baltic Abyss – imperial baltic porter z Browaru Solipiwko idealnie pasuje do tej książki. Tylko szkoda, że tak szybko się skończyło…

Podziel się: