Jestem sponiewierany tymi wierszami. Dawno poezja nie wywarła na mnie takiej siły, aby mną złapać za fraki podnieść, rzucić o ścianę i wdeptać w ziemię.
Dlaczego Piotr Macierzyński napisał te wiersze? Nie wiem, być może w ten sposób próbował zrozumieć to, co się działo w Oświęcimiu. Tak po ludzku zrozumieć; przenieść się tam i spróbować wczuć się w więźnia lub w kata. To jest jego próba zmierzenia się z tematem.

Może ktoś jemu bliski tam był?

Zadaje proste pytania, które sam często sobie zadawałem:
„nie wiem jak w warunkach obozu można było przeżyć zimę
ja z moimi skłonnościami do infekcji gardła
albo musiałbym zostać kapo
albo nie przeżyłbym tygodnia”
To nie jest populizm w stylu: napiszmy coś o holokauście, filmy o takiej tematyce z reguły dostają Oscary, więc na pewno przyciągnie czytelników. Gówno prawda. To jest drugie wydanie i o książce cicho. Te wiersze są bardzo niewygodne. Uwierają jak drzazga pod paznokciem. To nie jest lektura pod kocyk przy herbatce.
Więc jakie są te wiersze? Są prawdziwe. Są tak prawdziwe, że znalazłem się tam, w obozie w Oświęcimiu, i znalazłszy się tam próbowałem się odnaleźć. Raz byłem więźniem, ofiarą, a zaraz dalej byłem katem, pogromcą. Byłem głodny, chory i poniewierany, wyrywałem trupom złote zęby i jadłem pomidorową wobec obłąkańczego głodu.
Bardziej czuję poezję niż się na niej znam, dlatego na pytanie: a jak to jest napisane? Odpowiem: świetnie, przewrotnie, dosadnie, z humorem, wstrząsająco.

Podziel się: