„Projekt 30” imperialny porter bałtycki z Browar Maryensztadt do projektu 3, czyli: Trylogia grobiańska za kupą. To piwo wizualnie obezwładnia. Buteleczka jak baletnica z Jeziora Łabędziego, koreczek przytwierdzony drucikiem. Rany. W smaku trochę dla mnie za słodkie, ale ogólnie na plus.

Pierwszy tom tejże Trylogii przeczytałem po raz pierwszy 2 lata temu, kiedy jeszcze nie ukazały się kolejne części. Teraz, kiedy na półce stoją już wszystkie, stwierdziłem, że jeszcze raz muszę przeczytać „Ludzi w nienawiści”, żeby być na bieżąco, kiedy będę czytał kolejne tomy z cyklu. Myślę, ze to naturalny odruch. Nieprawdaż?

zajas-okladka

To co zanotowałem na LC 2 lata temu po lekturze sprowadzało się do ogólnikowych stwierdzeń, że książka fajna, a nawet bardzo dobra. Jest to debiut Autora i jest to naprawdę bardzo dobry debiut. Ok, jeżeli miałbym coś dodać, to, owszem, bardzo proszę:

Książka po drugim przeczytaniu, moim zdaniem, jest świetna. Ja rozumiem, że niektórym może wydawać się wątek Mściciela jako mocno naciągany. Ale to nie o to tu tylko chodzi. Owszem, Mściciel, którym stał się facet po przejściach, sam wymierza sprawiedliwość wszelkiej maści zakałom i mętom, czyli ich po prostu ukatrupia. Jego działanie, egzystencja jest przedstawiona bardzo romantycznie, a nawet magicznie. Uratował przed porwaniem 12-latka z rąk trzech oprychów, lata odosobnienia wykształciły w nim nadnaturalne zdolności, jak choćby ta, że w promieniu stu metrów potrafił usłyszeć sarnę grzebiącą kopytem w liściach, no i krąży nad nim sokół, który sam się oswoił. Ale ja taką konwencję, taki pomysł łykam. Dlaczego? Dlatego, że z drugiej strony, czyli ze strony organów ścigania jest pokazany główny bohater powieści Andrzej Krzycki jako czyste gliniarskie mięcho, facet z jajami i, jak trzeba, z sercem na dłoni. Bez nadprzyrodzonych właściwości, a wręcz przeciwnie; z napadami migreny, z tłumionym alkoholizmem, skłonny do niesubordynacji. To są dwa wspaniale przedstawione różne światy. Te dwa różne światy łączy kolejny inny wymiar –  kobieta  – Iza Karwacka. I to też jest osobna historia. Tak więc nie należy tej książki traktować jako czysto policyjny, śledczy kryminał, w którym każdy szczególik jest na wagę nagrody za rozwiązaną zagadkę, bo w tym elemencie książka może pozostawiać niedosyt. Jest to kryminał, ale z tych co mają podszewkę klimatyczną. Czyli nie tylko szkiełko i oko.

Krzysztof Zajas zrobił rewelacyjną robotę. Rzadko można spotkać w polskich kryminałach tak dobrze naszkicowanych bohaterów. Zagadka kryminalna nurtuje umysł. Wszystko dzieje się w Krakowie i jego okolicach. Nie brakuje tu mocnych opisów, ale i też świetnego humoru. Przekomarzające dialogi między Krzyckim a Luckiem, albo panią Ewą z recepcji, często pobudzały moją fizjonomię do drgań. Nie ma lipy, nie ma taniego sentymentalizmu, jest gęsto i soczyście. Można popukać w drugie dno.

Jestem bardzo ciekaw kolejnych części i niechybnie się za nie zabiorę.

Na Targach Książki w Krakowie w 2014 roku, gdzie kupiłem tę książkę, miałem okazję uzyskać od Autora dedykację.

Podziel się: